Kawa u Babci Lesi
Czy zdarzyło Wam kiedyś
znaleźć w nowym miejscu, gdzieś bardzo daleko, które wbrew wszelkim prawom
dystansu i granic, jest Wam bardzo bliskie, prawie rodzinne, domowe?
Dla mnie takim
miejscem jest torontoński High Park- największy i najbardziej popularny park w
naszym mieście. Jest on kwintesencją społeczeństwa, które zamieszkuje jego
okolice. Czasem, przysiadając na ławce i
obserwując, czuję się jak na planie amerykańskiego filmu. Spacerujący starsi i młodzi,
dzieci biegające od zagrody do zagrody w mini zoo, jogging, nordic walking,
rowerzyści, rybacy, tenisiści, pływacy, hokeiści, taoisci … wszystkie języki,
wszystkie kolory…
Dla kogoś
urodzonego w małym polskim miasteczku za czasów komuny tak jak ja, to scena z któregoś
z hollywoodzkich filmów, kręconego w nowojorskim Central Parku, które oglądaliśmy
na początku lat 90-tych.
Idealny balans pomiędzy
przystrzyżonymi, co do centymetra zaplanowanymi częściami parku i dziką przestrzenią,
pomiędzy aktywnością i zenem sprawia, że po kilkakrotnych odwiedzinach, każdy znajduje
to swoje specjalne miejsce. Dla nas (dla mnie i mojego męża) park przez długie lata
był miejscem weekendowych śniadań i obowiązkowym przystankiem, miejscem MUST
SEE, gdy odwiedzają nas goście. Jednak to
co tworzy, przynajmniej dla mnie, w tym miejscu domową atmosferę, to stojący w
niedalekiej odległości od restauracyjnego patio, pomnik Larysy Kosacz- Kwitki,
tzw. Lesi Ukrainki- wybitnej pisarki, poetki, tłumaczki, intelektualistki, idolki
i autorytetu dla wielu- takiej jak polska Maria Konopnicka, której twórczość
Lesia zresztą znała i szanowała (a nawet we wczesnych swoich utworach odnosiła się
do Konopnickiej).
Pamiętam z dzieciństwa, że tom jej poezji stał u nas w domu na pólce zaraz obok Biblii. Dzisiaj ten sam tom stoi w mojej domowej bibliotece w Toronto, między wydaniem utworów Bohdana Ihora Antonycza, pisarza z Nowicy koło Gorlic i wydaną przez Giedroycia i jego Instytut Literacki w Paryżu, antologią Jurija Ławrynienki „Rozstrzelane Odrodzenie”.
Wspólny z pomnikiem mamy
wiek, tzn. został on postawiony w High Parku w roku, w którym się urodziłam,
ale nie tylko. Wspólne mamy również korzenie!
Otóż twórcą, ojcem, projektantem
i wykonawca był artysta i rzeźbiarz, Mykhailo Chereshnovsky- urodzony w 1911 r. w Stężnicy koło Baligrodu, rdzenny
mieszkaniec Bieszczadów, lemko, absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, który
po wojnie wyjechał z Polski i na stale osiadł w USA.
Stężnica i okoliczne, nie
istniejące już niektóre wioski, to również rodzinne tereny moich dziadków, pradziadków
i tych przed nimi. Wiec fakt, że nasze rodziny gdzieś tam w jakimś momencie połączyły
się, nie jest szokującym, biorąc pod uwagę populację tamtych terenów. Unię
naszych rodzin potwierdziły również drzewa genealogiczne na My Heritage a nawet
w jakimś stopniu testy i statystyki DNA.
Nie znalazłam nigdzie na
polskich stronach i
Z nieznanych mi powodów,
restauracja w weekendy została zamknięta, a wraz z nią zamyka się era naszych
weekendowych śniadań w parku i kawy u babci Lesi.
Typowa rola pomników to dawanie świadectwa i
ciągłe przypominanie o niezwykłych ludziach, wydarzeniach i miejscach. W tym
przypadku jednak stało się inaczej. Pomnik Lesi, a w szczególności jego twórca,
to jak na zawsze zostawiony ślad ludzi
ze Stężnicy i im podobnych: zwyczajnych, prostych, nieznanych i często zapomnianych,
ograbionych z mogił i innych dowodów istnienia… a może nie ogarniany naszym
rozumem i logiką gwiezdny splot lub siła
myśli i modlitw naszych przodków, którzy nie mając możliwości zabezpieczenia materialnych
warunków do spokojnego życia i konwencjonalnego rozwoju kolejnym generacjom na
swoich rdzennych terenach, tak jak to bywało
w przypadku innych nacji, poprzez swoich wysłanników stworzyli w świecie
miejsca- oazy, które bez względu na to gdzie żyjemy, dają nam poczucie zakorzenienia,
ciepło i komfort bycia w domu.
Comments
Post a Comment