Skip to main content

Pierwszy jesienny dzień w Toronto.

 Pierwszy jesienny dzień w Ontario


Pierwszy jesienny dzień w Ontario. Temperatura jeszcze bardzo letnia, ale przydrożne krzewy i drzewa już zaczynają nabierać soczystej czerwieni lub wyblaklej żółci. Niektóre tylko w pojedynczych liściach a inne pokrywają się przypadkową plamą odmiennego koloru, w nieokreślonym kształcie, zupełnie nie pasującym do reszty. Kilometry tej samej przydrożnej mozaiki stwarzają wrażenie ciągłości, jednolitości i tylko tablica, granica, którą łatwo przeoczyć informuje, że wjeżdżamy na teren rezerwatu rdzennych mieszkańców, Six Nation Reservation.

A wszystko przez Charlotte Gray, moją ulubioną Szkotkę, historyka i kanadyjską autorkę m.in. „Flints and Feathers”. To już kolejny raz, kiedy po lekturze jej książki ruszamy tropem, tym razem bohaterki, odkrywając dla siebie niezwykle miejsca i barwne historie ludzi, którzy brali udział w tworzeniu i kształtowaniu Kanady.

Na styku dwóch kultur, rdzennej i kolonialnej angielskiej, kilka kilometrów od granicy ziem koronnych Kanady w głębi rezerwatu Six Nation stoi do dziś jedna z pierwszych wybudowanych w Ontario rezydencji, dom rodzinny Pauline Johnson. W języku Mohawk imię bohaterki to Tekahionwake, co oznacza „podwójny wampum”. Wampum- to dwukolorowy pas spleciony z koralików, tradycyjny dla północnoamerykańskich rdzennych narodów.

Córka angielki i członka szczepu Irokez, wodza Mohawk. Wykształcona w ówczesnym angielskim duchu, absolwentka college. Poetka, felietonistka, artystka, jedna z pierwszych kanadyjskich kobiet, których talent został doceniony zarówno lokalnie jak i za granicą. Prekursorka i feministka. Urodzona w 1861 r. osoba, która według mnie z racji czasu, w którym się urodziła i pochodzenia, złamała najwięcej barier w nowo tworzącym się społeczeństwie kanadyjskim, a swoja twórczością zbliżyła dwie, nie zawsze przyjaźnie do siebie nastawione kultury i sąsiedztwa.

Do popularności jej wieczorów literackich z pewnością przyczynił się prosty chwyt, a mianowicie, autorka w połowie spotkania przebierała się z sukni, typowej dla ówczesnej zachodniej mody, w tradycyjny strój indiański, kojarzący się w tamtym czasie stereotypowo z prostym, niewykształconym w duchu europejskim, ludem. Dla angielskiej publiczności w Toronto, Vancouver czy w Londynie w Anglii, na przełomie XIX i XX w., dzika Indianka” poetka, znająca klasykę literatury angielskiej i bezbłędnie posługująca się językiem ojczystym swojej matki, była czymś unikalnym. Ilu z widzów przychodziło na jej występy, aby poznać twórczość Pauline, a ilu ignorantów zwyczajnie z ciekawości, nie wiadomo. Taki performance, na którym prezentowała swoją poezję, komedie i inne utwory, był nowością zarówno w kanadyjskich prowincjach jak i amerykańskich stanach. Ważne jest, że jej talent i praca zostały dostrzeżone i docenione po obu stronach niewidzialnej dziś granicy a nawet przyczyniły się w dużej mierze do rujnowania szowinistycznych i nacjonalistycznych barier w nowo tworzącym się państwie.

Na fenomen Pauline Johnson zapracowało jej pochodzenie oraz przekora samej pisarki, która nie poddała się stereotypom czy narzuconym ramom społecznym, ale znalazła swoje miejsce pomiędzy granicami i kulturami i stworzyła nową retorykę dialogu między nacjami, oparta na łączeniu raczej, niż dzieleniu.

W poemacie „Canadian Born” pisze:

„White Race and Red are one if they are but Canadian born”.

Czyli że, biała i czerwona rasa stają się jednym, gdy rodzą się Kanadyjczykami. Trzeba pamiętać, że w tym czasie Kanada jako państwo nie istniało jeszcze, a termin odnosił się do obszaru na terenie kontynentu, na którym dopiero tworzyły się struktury nowej społeczności, która składała się zarówno z białej jak i czerwonej rasy. Johnson bardzo świadomie użyła określenia „kanadyjski”, aby zrzucić z siebie etykietkę zarówno angielską jak i aborygeńską. Dla niej środowisko, które powstawało było nadzieją na wspólnotę bez takich podziałów.

Pauline czerpała z obu kultur. Język, w którym pisała, tematy i bohaterowie jej opowiadań i poezji, to wybór samej autorki. Przysporzył jej zarówno wielbicieli jak i krytyków z obu stron niewidzialnej granicy.

Wychowana na historiach i tradycyjnych ustnych przekazach swojej babki ze szczepu Mohawk, którego społeczność, jak i innych rdzennych szczepów północnoamerykańskich, nie była zindoktrynowana przez chrześcijański patriarchalizm, oraz spędzając swoje dzieciństwo w rezerwacie, Pauline widziała na czym polega równość pomiędzy męską i żeńską częścią społeczeństwa. Z drugiej strony, otrzymując zachodnioeuropejskie wyksztalcenie, znała mechanizmy i drogi komunikacji, które umożliwiły jej dotarcie ze swoimi przekazami, zaszyfrowanymi w poezji i prozie, do bardzo szerokiej publiczności.

Dziś jest jedna z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy Kanady utożsamiającymi się z rdzennymi nacjami, wymieniana w kanonie literackim poetów, jedna z pierwszych kanadyjskich feministek i jak to określa Margery Fee, profesor z Uniwersytetu z British Columbia: „Johnson is now seen as a central figure in the intellectual history of Canada nad the US…” (tłum. autorki „centralna figura w intelektualnej historii Kanady i Stanow Zjednoczonych). Jej tom poezji pod tytułem „Fint and Feather” wydawany był 35 razy i jest najpopularniejszym w historii kanadyjskiej poezji. (tytuł zapożyczyła później Charlotte Gray do biografii o Pauline).

Ponad wiek od śmierci pisarki, czyli perspektywa czasu i ewoluowanie społeczeństwa w stronę poszerzania horyzontów raczej, niż hermetyzacja i narzucanie kultury, z pewnością przyczyniły się do tego.

Jak to często bywało i dzieje się współcześnie, osoby publiczne, szczególnie te osiągające sukcesy, bywają uzurpowane przez grupy wspólnych interesów, organizacje a nawet nacje. Mania tworzenia środowisk homogenicznych, z kreślarską doskonałością wyznaczonymi granicami, wszystkimi ich członkami poddańczo wyznającymi i jak chińska Terakotowa Armia, stojącymi na straży i pracującymi na rzecz i potęgę jedynej wielkiej kultury, nie zostawia wiele przestrzeni dla różnych mieszańców, autochtonów, innych rdzennych nacji i ich kultur. Zwyczajnie…rubryki na aplikacji dla człowieka wielokulturowego brak.

Kanadyjska wielokulturowość nie jest idealna i bez zarzutów, ale jest tematem żywym, będącym w ciągłym obiegu we wszystkich mediach. Wiele europejskich państw również ma swoich „Indian” — rdzennych mieszkańców, mieszańców, autochtonów, których za wszelka cenę próbuje wpisać w te czy inne ramy, barwy, nazwy i kanony. Może warto pozwolić im zwyczajnie i po prostu być, rozwijać się, tworzyć według własnych wielokulturowych intuicji, wrażeń i odniesień.

Przydrożne krzewy i drzewa już zaczynają nabierać soczystej czerwieni lub wyblaklej żółci. Niektóre tylko w pojedynczych liściach a inne pokrywają się przypadkową plamą odmiennego koloru, w nieokreślonym kształcie, zupełnie nie pasującym do reszty. Kilometry tej samej przydrożnej, kolorowej kulturowo mozaiki stwarzają wrażenie ciągłości, jednolitości a niewidzialna granica przypomina o jedynych ramach dla współistnienia, o ramach szacunku i tolerancji.

Julita Hnatczak-Mahun

Comments

Popular posts from this blog

Kawa u Babci Lesi.

  Kawa u Babci Lesi Czy zdarzyło Wam kiedyś znaleźć w nowym miejscu, gdzieś bardzo daleko, które wbrew wszelkim prawom dystansu i granic, jest Wam bardzo bliskie, prawie rodzinne, domowe? Dla mnie takim miejscem jest torontoński High Park- największy i najbardziej popularny park w naszym mieście. Jest on kwintesencją społeczeństwa, które zamieszkuje jego okolice.   Czasem, przysiadając na ławce i obserwując, czuję się jak na planie amerykańskiego filmu. Spacerujący starsi i młodzi, dzieci biegające od zagrody do zagrody w mini zoo, jogging, nordic walking, rowerzyści, rybacy, tenisiści, pływacy, hokeiści, taoisci … wszystkie języki, wszystkie kolory… Dla kogoś urodzonego w małym polskim miasteczku za czasów komuny tak jak ja, to scena z któregoś z hollywoodzkich filmów, kręconego w nowojorskim Central Parku, które oglądaliśmy na początku lat 90-tych. Idealny balans pomiędzy przystrzyżonymi, co do centymetra zaplanowanymi częściami parku i dziką przestrzenią, pomiędzy a...

Trzecia ojczyzna

 Trzecia ojczyzna Pewnego dnia, już jakiś czas temu, dostałam wiadomość od koleżanki, jednej z „naszych”, że z Polski do Toronto przyleciała antropolożka, która prowadzi badania nad Ukraińcami z Polski żyjącymi w Kanadzie. Patrycja Trzeszczyńska, etnolożka i ukrainoznawczyni, adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, szuka rozmówców, z którymi mogłaby przeprowadzić wywiad. Moja koleżanka pytała, czy zgodziłabym się na taką rozmowę. Szczerze mówiąc ze zdziwieniem, ale również z pewnym uczuciem ciekawości przyjęłam tę wiadomość i oczywiście zgodziłam się na spotkanie. Nie byłam pewna, na ile moje doświadczenia, wspomnienia mogą uzupełnić czy wspomóc badania, ale wyszłam z założenia, że przynajmniej ja sama czegoś się dowiem.Spotkałyśmy się z Patrycją raz, później kolejny i, jako że jej badania trw...

Слово

 Слово Механізм нашого, накинутого й ідеалізованого нарацією переможців так званого «західного» світу, опертого на європейській юдеохристиянській науці й традиції, показав, що слово вимовлене хоч і є основним інструментом комунікації, та не має жодної цінності.   Інструмент, що сприяв створенню всіх цивілізацій, без твердого, фізичного образу у формі запису залишився зведеним до шуму.   Сотнями років ми будували цілі системи ієрархій копій, печаток, папок для підписів, винаходячи щоразу нові методи захисту, збереження від знищення, втрати – часом навіть без огляду на вкладений зміст. Таке собі документування заради самого документа. Ясна річ, я не бачу в цьому нічого поганого. Бо й сама люблю порпатитися в старих паперах. Але щоразу частіше маю відчуття, що наше узалежнення й базування тільки чи переважно на письмовій формі, створення суспільного дарвінізму, в якому особи, що користуються такими ж писемними формами, опиняються вище в піраміді еволюції, автоматично дисквал...